Recenzja książki "Miasto Szczęśliwe", Chareles'a Montogmery'ego

Opis Projektu

Kluczowe słowa:

#Dobrostan #Miasto #Happycity #happypeople

Miasto szczęśliwe to szczęśliwi ludzie?

Próba freestylowej recenzji książki “Happy City”

Charles’a Montgomery’ego


Czytając książkę “Miasto szczęśliwe” autorstwa Charles’a Montgomery’ego i zastanawiając się, co w miejskim życiu jest źródłem szczęścia, przypomniałam sobie wrażenia z Museum of Liverpool, gdzie można przelotnie i niezobowiązująco doświadczyć jakości życia w wielkim mieście w czasach rewolucji przemysłowej XIX wieku. Aby zobrazować rozwój Liverpoolu w tym czasie wystarczy powiedzieć, że w 1801 roku miasto liczyło ok. 77 tys. mieszkańców a w 1931 r. ponad 850 tys. mieszkańców, a więc ponad dziesięć razy więcej. W części wystawy poświęconej temu okresowi odwiedzamy dzielnicę Pembroke Place poprzez koszerną masarnię państwa Galkoff i podwórko typowej czynszowej kamienicy. Dalej możemy wsiąść do wagonu Liverpool Overhead Railway, którą tysiące robotników dojeżdżały do pracy w porcie. W oddali, na wzgórzu widocznym przez panoramiczne okna, znajduje się od 1892 roku Liverpool Football Club. Zmęczeni pracą w dokach nad rzeką Mersey mężczyźni mogli, po pracy, wspiąć się na Anfield i oddać sportowym emocjom. Codziennością był tłok, hałas, brak higieny, ciężkie warunki pracy, ale także etniczna różnorodność i bliskie relacje społeczne. Miasto przeżywało gospodarczo swój złoty wiek. Czy ci, którym udało się dotrzeć i przetrwać w Liverpoolu byli szczęśliwi? Wszystko zależy od definicji, czym jest szczęście i jak je mierzyć. Montgomery nie uważa, aby te pomiary należało zostawić ekonomistom.


W czasie kiedy Liverpool rozwijał się w szaleńczym tempie, pojawiły się pierwsze teorie ekonomiczne, w oparciu o opracowanie Adama Smitha “Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”. Smith nie twierdził, że bogactwo jest miarą sukcesu, niemniej jego wyznawcy, ekonomiści i politycy ustanowili poziom przychodu głównym miernikiem rozwoju ludzkości (Montgomery, 2013, 27). Przez lata, w pogoni za PKB kompletnie zapomniano, że już Arystoteles używał pojęcia eudaimonia, tłumaczonego czasem jako szczęście, aby opisać pewien stan najwyższego człowieczeństwa, do którego dąży każdy człowiek (Wydawnictwo Academikon, 2020). Blisko dwieście lat przed Arystotelesem Konfucjusz w swoich naukach twierdził już, że “zwiększanie zdolności do bycia szczęśliwym jest największą z rzeczy, których możemy się nauczyć” (Dan, 2009, 81). Niestety dopiero dwieście lat po publikacji książki Adama Smith’a zadano sobie pytanie w kręgach naukowych, czy pieniądze i inne wskaźniki na nich oparte są dobrym miernikiem dla postępu jednostki i całego narodu. Kiedy już sobie to pytanie zadano, nastąpił szybki rozwój badań nad szczęściem. W 2020 roku opublikowano już ósmy “World Happiness Report”, opracowanie realizowane przez wiodące instytuty badawcze (a od 2020 wyłącznie przez renomowany Instytut Gallupa) w 150 krajach świata.


“Miasto szczęśliwie” doskonale wpisuje się do nurtu nowoczesnych opracowań o szczęściu, w oparciu o definicję starożytnych filozofów, ale z uwzględnieniem dzisiejszych realiów postępującej urbanizacji, suburbanizacji i innych zjawisk z nimi związanych. Autor analizuje psychologiczne, neurologiczne i urbanistyczne aspekty wpływu miejskiego otoczenia na nasze samopoczucie. Jego analizy odnoszą się w dużej mierze do Vancouver, gdzie żyje i Bogoty, która stała się pewnego rodzaju referencją w kwestii miejskiej mobilności i charyzmatycznego sprawowania władzy przez burmistrza. Nie znajdziemy więc u Montgomery’ego prostej odpowiedzi, czy mieszkańcy Liverpoolu z epoki jego supremacji gospodarczej mogli być szczęśliwi. Ale możemy się zastanowić, co zrobić, aby ich następcy, mieszkańcy różnych miast świata, uniknęli pełzającej wraz z “urban sprawl” epidemii depresji, wypalenia i ogólnego poczucia braku szczęścia. W naszych polskich warunkach pewnie ktoś zapyta, czy taka epidemia istnieje? Wśród międzynarodowej wspólnoty naukowej jest ona faktem. WHO szacuje, że depresja i choroby psychiczne kosztują globalną społeczność ok. biliona dolarów rocznie. 800 000 osób rocznie odbiera sobie życie, a na każde samobójstwo przypada 20 prób samobójczych (World Health Organization, 2019). Samobójstwo jest na trzecim miejscu wśród głównych przyczyn śmierci ludzi w wieku 15 - 19 lat (World Health Organization, 2019).


Czytając “Miasto szczęśliwe” szybko zdajemy sobie sprawę, że autor nie mówi nic odkrywczego, nic, czego byśmy, w głębi duszy, nie wiedzieli. Dlaczego więc w globalnych statystykach jesteśmy nieszczęśliwi? Montgomery stawia tezę, że ludzie nie są przygotowani do podejmowania trafnych decyzji. Jednym z powodów, które podaje jest to, że nieustająco porównujemy się do innych, czy do tego co jest od nas oczekiwane. Ciekawym przykładem cytowanym przez autora jest fakt, że w społeczeństwach zachodnich wraz z dobrobytem, który zagościł na wiele lat po II Wojnie Światowej, równolegle do stanu posiadania rósł poziom niepokoju i braku satysfakcji. Nowe wyzwania i presja społeczna powodowały, że to poziom lęku, a nie satysfakcji, rósł w rozwiniętych społeczeństwach, w tym w społeczeństwie amerykańskim. Aby zilustrować to, jak podejmujemy nietrafione decyzje, autor przytacza swój własny przykład i dążenie do posiadania własnego mieszkania, a że jesteśmy w Kanadzie, własnego domu. Podaje nawet formułę, z której wynika, że poziom szczęścia jest równoważny ze statusem społecznym, ponieważ wynika z poziomu odniesionego przez nas sukcesu pomniejszonego o poziom naszych oczekiwań. Formułę tę, w oparciu o najnowsze odkrycia w psychologii, ewolucji i nauce o mózgu, wypracowali nobliści z Chicago Gary Becker i Luis Rayo. Według nich ta prosta formuła jest endemiczna dla gatunku ludzkiego. (Montgomery, 2013, 8, 80-107).


Co więc mamy? Ludzi, którzy pragną bliskości i społeczne uwarunkowania, które zmuszają ich do samotności.

Ch. Montgomery rozpisuje się szeroko, o tym, co z miastami i społeczeństwem zrobił trend do mieszkania na przedmieściach. W swojej książce przeciwstawia przykład swojego rodzinnego Vancouver, które w jego opinii poradziło sobie lepiej niż amerykańskie miasta z “urban sprawl” i jego skutkami. Na potrzeby swoich badań, autor udał się także do kalifornijskiego suburbium - Stockton. Według niektórych recenzentów jego książki, jak np. R. Moore w “The Guardian” dobór tej akurat okolicy nie był fair. Jest ona oddalona o dwie godziny od San Francisco, więc jej mieszkańcy spędzają często aż cztery godziny dziennie w samochodzie, do tego była jedną z najbardziej dotkniętych przez kryzys subprime’ów i eksmisje bankowe w 2008 r. (Moore, 2013). Niemniej rodziny, które Montgomery spotkał w Stockton nie różnią się bardzo od tych z Detroit, czy innych wielkich amerykańskich miast, budowanych w kulcie dla przemysłu samochodowego. Jego zdaniem, te wielkie połacie pięknych ogródków przy zadbanych domach, to jedno ze źródeł problemów psychicznych mieszkańców “rozproszonego miasta”. W ten sposób na naszych oczach dogorywa “the american dream”. Z zaskoczeniem zdajemy sobie w trakcie lektury sprawę, że mieszkańcy Stockton są już trzecim pokoleniem dojeżdżającym z przedmieść do pracy w gigantycznych korkach, ukształtowani przez przykład swoich rodziców i dziadków. Ale i tam, w miarę wzrostu cen ropy naftowej i braku społecznych interakcji pojawia się zjawisko powrotu do miasta oraz zagęszczania miejskiej substancji w miastach sypialniach (Montgomery, 2013, 278-302).


W Polsce zjawisko powrotu z przedmieść i rozczarowanie życiem na “wyspach” połączonych drogami różnej jakości, do których dociera się w ciągłych korkach, następuje już w drugim pokoleniu. Czyli o jedno pokolenie wcześniej niż w USA. Z relacji autorki badań o powrocie z przedmieść, dr hab. Katarzyna Kajdanek, zainteresowanie tego typu badaniami w Polsce na razie jest niewielkie. Może to wynikać z faktu, że kryzys nie dotknął jeszcze w żadnej mierze branży nieruchomości, która nadal sądzi, że cokolwiek się wybuduje, sprzeda się na pniu. Nie ma tu więc myślenia w kategoriach szczęśliwego miasta. Jest czysty rachunek ekonomiczny. Tak powstała na przykład warszawska Białołęka. Może to także wynikać z faktu, że na razie nie zastanawiamy się, czy jesteśmy szczęśliwym społeczeństwem, skupiając bardziej na aspektach materialnych naszego życia. Wystarczy spojrzeć na pytania Barometru Warszawskiego (Urząd M. St. Warszawa, 2020), aby zdać sobie sprawę, że miasto nie pyta mieszkańców o samopoczucie. Wśród około pięćdziesięciu pytań większość dotyczy oceny jakości usług. Jesteśmy po prostu klientami Ratusza.


W rankingu “World Happiness Report 2020” Polska zajmuje 43. miejsce. Pierwsza jest Finlandia. Najwyżej z krajów Europy Środkowej, na 19. miejscu są Czechy. Raport w 2020 roku po raz pierwszy włączył elementy środowiska i życia w mieście. To także świadczy o rosnącej świadomości nowych ludzkich problemów związanych z życiem w mieście: chorób psychicznych i odporności miast na zmiany klimatu.


Dlatego nawet jeśli książka Montgomery’ego na zachodzie nie jest odkryciem, w Polsce jego tezy mogłyby wiele zmienić. Liczyli na to autorzy recenzji książki w “Kulturze Liberalnej” w roku 2015. Sądzili oni wtedy, że ruchy miejskie w Polsce staną się bardziej aktywne, że jest szansa na wypracowanie wspólnej wizji miasta i uniknięcie błędów, które kraje rozwinięte popełniły na fali zachłyśnięcia modernizmem (Kacperski & Czepkiewicz, 2015). Niestety ani opublikowana kilka dni temu Polityka Energetyczna Polski do 2040 r. ani inne działania rządu w kwestiach samorządowych, miejskich, czy związanych chociażby z ochroną przyrody (o klimacie zapomnijmy) nie przynoszą na razie spójnej wizji przyszłości.


W książce Montgomery'ego jest wiele przykładów, jak obecne myślenie skupia się na jednostce. Jesteśmy daleko od przemysłowego przerabiania człowieka na lepsze w wydaniu Le Corbusiera czy R. Mosesa, głównego planisty Nowego Jorku. Ciekawe, co Le Corbusier miałby do powiedzenia Jane Jacobs. Czy, gdyby się spotkali, przekonałaby go do potrzeby tworzenia przestrzeni przez jej mieszkańców i stawiania relacji międzyludzkich nad nowoczesnym komfortem? A może wsiedli by razem z Waltem Disneyem, Robertem Mosesem i Henrym Fordem II do samochodu i przejechali po “Magic Skyway” w pawilonie Forda, w czasie nowojorskiej Wystawy Światowej 1964 roku? Może wtedy choć chwilę pomyśleliby o tym, jak w przytłaczającej przestrzeni czuje się człowiek? W swojej książce “Śmierć i życie wielkich miast ameryki: Jane Jacobs wyśmiewa Le Corbusiera i jego pomysły. Zarzuca między innymi, że rysując swoje plany tworzył tylko iluzję, że są one przystosowane do świata, gdzie każdy ma samochód, w rzeczywistości jego parki pomiędzy wieżowcami stają się niekończącymi parkingami (Jacobs, 2014, 353). W recenzji książki Montgomery’ego w NY Times, A. Ehrenhalt nie omieszkał porównać go do Jane Jacobs. Stwierdził jednak, że nasz autor idzie dalej proponując tworzenie nowych sąsiedztw i wspólnot, takich jakie znał Arystoteles w starożytnych Atenach i takie, jakich broniła J. Jacobs na Manhattanie (Ehrenhalt, 2014).


Czytając “Szczęśliwe Miasto” oraz obserwując, co dzieje się na świecie możemy zastanowić się jak będzie wyglądało miasto przyszłości. Jaki kryteria miałoby spełniać jeśli chcielibyśmy, aby uszczęśliwiało nas bardziej niż dziś? Weźmy pod lupę Warszawę. Jestem przekonana, że warszawskie Śródmieście i było na dobrej drodze zanim rozpoczęła się pandemia COVID 19. Mieliśmy już wiele miejsc, gdzie można było się gromadzić, jak w Perugii, czy Siennie, w których inspiracji szukał Jan Gehl, projektując nowe dzielnice dla duńskich miast. Gehl’a zainspirowała do tego jego żona, psycholożka. Być może to odrobinę dzięki niej Kopenhaga jest teraz wśród najwyżej ocenianych miast świata pod kątem jakości życia, ponieważ już w latach 60-ych XX wieku przyjęła kierunek odwrotny do Le Corbusiera i Roberta Mosesa. Postanowiła pozbyć się samochodów z centrum miasta (Montgomery, 2013, 150-157). Więcej miejsc do gromadzenia się to weekendowe targowisko uliczne, jak na Portobello Road w Londynie, madrycki uliczny pchli targ El Rastro, czy paryskie Marché aux Puces, które w weekendy wylewa się na ulice w okolicach Porte de Clignancourt. Mamy już w Warszawie przedsmak tego typu działań na Ząbkowskiej i Nowym Świecie, zamykanych na weekendy dla ruchu kołowego.


Montgomery poświęca w swojej książce dużo miejsca mobilności. Jest to z pewnością spowodowane jego podziwem dla wpływu, jaki miała publiczna komunikacja miejska na jakość życia w Bogocie. Nie podzielam podziwu dla Enrique Peñalosy, które bije od pierwszych stron książki, ponieważ uważam, że burmistrz powinien umieć gospodarować w mieście. Mając jednak na uwadze rzeczywiste motywacje i niskie pobudki niektórych polityków, wola przywrócenia mieszkańcom godności poprzez wyrównanie szans na dotarcie sprawnie z miejsca A do miejsca B stawia “burmistrza szczęśliwości” na samorządowym piedestale. Czy miasto przyszłości jest miastem bez samochodów? W Europie najdroższą opłatę za wjazd samochodem do centrum miasta ma Londyn. Wynosi ona w tej chwili piętnaście funtów szterlingów dziennie. Do jej ściągania londyńskie władze stosują systemy kamer, rejestracja pojazdu odbywa się online. Starsze samochody nie są w ogóle wpuszczane na teren miasta. Nazwa Londyńskiej opłaty to “congestion charge” czyli opłata za korki. Podobne rozwiązanie, ale uzasadnione środowiskiem, ma Berlin: w okolice ścisłego centrum miasta nie mogą wjeżdżać samochody niespełniające najwyższych norm środowiskowych. A Warszawa? W roku 1997, kiedy wprowadzano płatne parkowanie w centrum miasta, niektórzy wieścili, że to już koniec i nikt do Śródmieścia nie będzie przyjeżdżał. Ponad dwadzieścia lat później miasto regularnie podwyższa opłaty i rozszerza strefy płatnego parkowania. Mamy już wiele rozwiązań, które pozwolą w przyszłości ograniczyć ilość samochodów wjeżdżających do miasta, bez ograniczania komfortu gości. Sukcesem są miejskie rowery, hulajnogi czy car sharing. Niestety prawo nie nadąża za miejskimi innowacjami, więc możemy jeszcze wybić sobie zęby potykając się na porzuconej hulajnodze lub paść ofiarą rozpędzonego na chodniku rowerzysty, ale to bez wątpienia zjawiska przejściowe. Badania, które opisuje Montgomery, ale także wykłady, których udziela, przekonują, że ludzie jeżdżący rowerami są najszczęśliwsi a najmniej szczęśliwi są Ci, którzy stoją w korkach (Przybylska, 2019).


Będąc w Poznaniu na Forum Rozwoju Miast w 2019 roku, Ch. Montgomery poruszył jeszcze jeden ważny temat. Temat uwzględniania różnorodności w projektowaniu miast. Jane Jacobs rozumiała różnorodność w mieście jako mieszankę różnych funkcji w każdym sąsiedztwie (Jacobs, 2014, 157-158). Uważała to za gwarancję bezpieczeństwa ale także dobrej jakości życia. Montgomery w swoim wykładzie wskazał na konieczność projektowania miast uwzględniając różnorodność populacji. Miasto musi być zaprojektowane dla kobiet, dla osób niepełnosprawnych, dla dzieci, dla imigrantów i dla seniorów, a dotychczas było głównie dla mężczyzn (Przybylska, 2019). Nie jest odosobniony w tej analizie. Możemy więc, zaczerpnąć wiele z jego doświadczeń. Żyjemy w kraju, gdzie są miliony imigrantów i żadnej jasnej polityki w stosunku do nich na poziomie krajowym. Miasta muszą same wyznaczać swoje zasady, w kraju gdzie uważa się, że króluje równouprawnienie, bo kobiety puszcza się przodem w drzwiach, a nazwanie starszej kobiety babcią jest pieszczotliwe… Różnorodność to zagadnienie kluczowe. Kluczowe dla innowacyjności, dla równowagi w mieście. Badania francuskiego INSEE wskazują, że np. w Regionie Ile-de-France najwyższa jakość życia wyrażona między innymi jako niski wskaźnik przestępczości jest, jest w gminach, gdzie wymieszano mniej i bardziej zamożną populację poprzez mądre programy mieszkalnictwa niskoczynszowego (INSEE, 2019). Najgorzej jest oczywiście w północnych około paryskich gminach, gdzie na początku lat 70-ych XX wieku wybudowano wieżowce na odludziu, aby przenieść do nich Harkis i ich rodziny, zamieszkujących od zakończenia wojny w Algierii w slumsach, zwanych po francusku bidonvilles (Leprince, 2019). Odkrycie tychże slumsów, przez studentów zasiedlających nowy kampus Sorbony w podparyskim Nanterre, przyczyniło się do rozpoczęcia zamieszek w maju 1968 roku. Francja dziś dysponuje wieloma narzędziami wspierającymi integrację imigrantów, od szkoły poprzez rynek pracy i instytucje socjalne, ale do dziś pokutuje gettyzacja z końca lat sześćdziesiątych i republikańskie wartości, które powodują, że do niedawna nie badało się sytuacji poszczególnych grup etnicznych we Francji. Niestety separatyzm na tle religijnym, rekrutujący adeptów w północno paryskich gettach, zmienił postrzeganie tego problemu. Pierwsze badanie Trajectoires et Origines pokazało, jak bardzo, pod pozorem integracji niektóre grupy etniczne są przez kilka pokoleń skazane na porażkę (Simon & Beauchemin, 2015). Bez integracji i różnorodności, nie tylko ekonomicznej ale także społecznej, nie ma szczęśliwego miasta.


Ch. Montgomery przypomina także w swojej książce, że miasta muszą stać się odporne na zmiany klimatu. Jeśli spojrzeć na polskie miasta widać, rozwijające się dynamicznie ruchy “0 waste”, pojawiają się coraz licznej rowery, a pomiary smogu uświadomiły jego istnienie. Niemniej poziom wiedzy jest jeszcze bardzo niski na temat roli, którą odgrywa prosument na rynku energetycznym, czy potrzeby tworzenia kanałów przeciwpowodziowych na miejscach parkingowych, czy terenach sportowych. Nasz poziom tolerancji dyskomfortu, spowodowanego troską o środowisko, nie jest jeszcze zbyt wysoki. Bez wątpienia wpływ na jego podniesienie mogą mieć akcje społeczne, wspólne działanie i wspólne dzielenie się skutkami dyskomfortu. Kolejna lata będą kluczowe dla zmiany postaw obywatelkich i nakierowanie ich na myślenie w kategoriach “circular economy”, gospodarki w obiegu zamkniętym.


Liverpool na swój sposób może stać się przykładem dla wielu miast, ponieważ przeżył jeszcze w latach 70ych XX wieku własną śmierć. Bezrobocie, niepokoje społeczne, sukcesywne zamykanie fabryk, a wcześniej likwidacja całych lokalnych społeczności w ramach oczyszczania slumsów i przenoszenia mieszkańców na dalsze przedmieścia, rozstanie się Beatlesów i utrata dumy z przynależności do potężnego miasta... Masarnia Państwa Galkoff zamknęła swe podwoje w 1978 roku po pięćdziesięciu siedmiu latach nieprzerwanej działalności przy Pembroke Place. Dziś vis à vis miejsca, gdzie się znajdowała wybudowano nowoczesny campus University of Liverpool. Miasto szuka nowej drogi i częściowo już ją znalazło, kultywująć wspomnienia wspaniałej przeszłości. stawiając na wiedzę, naukę, turystykę i oczywiście futbol. Wspomnienie silnych więzi społecznych ale i trudności Liverpoolu lat 70ych wyrażają fani Liverpool Football Club śpiewając znany na całym świecie hymn: “You’ll never walk alone”.


Czytając “Miasto szczęśliwe” oraz raporty “Happiness reports” rysuje się pewna linia działania, wspólna dla wszystkich miast dążących do wyższej jakości życia oraz zdrowia psychicznego swoich mieszkańców. Na pierwszym miejscu pozostaje nadal godny poziom życia. Ale zaraz po nim jawi się jako bardzo ważna wolność w podejmowaniu własnych decyzji. Następnie w parze idą samotność i bezpieczeństwo, im więcej samotności, im mniej pogawędek na chodnikach tym niższy poziom bezpieczeństwa. Montgomery mówi nam również, że miasta muszą dbać o zdrowie mieszkańców, zapewniać im mobilność, czy to do pracy, czy w ramach budowania relacji przyjacielskich. Ale przede wszystkim miasto szczęśliwe musi wspierać integrację, różnorodność i tolerancję.


Trudno nie zgodzić się z Charlesem Montgomery’m. (Montgomery, 2013, 42).



Bibliografia

Dan, Y. (2009). Le bonheur selon Confucius. Belfond.


Ehrenhalt, A. (2014). Greener Pastures. The New York Times. https://www.nytimes.com/2014/01/05/books/review/charles-montgomerys-happy-city.html


Helliwell, J. F., Layard, R., Sachs, J., De Neve, J., & Sustainable Development Solutions Network. (2020). World Happiness Report 2020. worldhappiness.report. Retrieved 2021, from https://worldhappiness.report/ed/2020/#read


INSEE. (2019). Qualité de vie en Île-de-France : un environnement moins favorable au centre et aux franges. Qualité de vie en Île-de-France. Retrieved 2021, from https://www.insee.fr/fr/statistiques/4234394#titre-bloc-16


Jacobs, J. (2014). Śmierć i życie wielkich miast Ameryki. Fundacja Centrum Architektury.


Kacperski, W., & Czepkiewicz, M. (2015). Czy miasta mogą nas uszczęśliwić? O książce Charlesa Montgomery’ego „Miasto szczęśliwe”. kulturaliberalna.pl. Retrieved 2021, from https://kulturaliberalna.pl/2015/11/24/charles-montgomery-recenzja-kacperski-czepkiewicz/


Kajdanek, K. (2019). Powrót z suburbiów do miasta. Wstępne uwagi. Przestrzeń społeczna, 53-63.


Leprince, C. (2019). Le bidonville de Nanterre à hauteur d'enfant : bienvenue rue des Pâquerettes! France Culture. Retrieved 2021, from https://www.franceculture.fr/histoire/le-bidonville-de-nanterre-a-hauteur-denfant-bienvenue-rue-des-paquerettes


Montgomery, C. (2013). Happy City. Transforming Our Lives Through Urban Design. Penguin Random House.


Moore, R. (2013). Happy City by Charles Montgomery – review. The Guardian. https://www.theguardian.com/books/2013/dec/29/happy-city-charles-montgomery-review


Przybylska, A. (2019). Autor książki "Miasto szczęśliwe": To, co zrobiliście na Świętym Marcinie, jest wspaniałe. Gazeta Wyborcza. https://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,25293253,forum-rozwoju-miast-autor-ksiazki-miasto-szczesliwe-o-kobietach.html


Simon, P., & Beauchemin, C. (2015). Trajectoires et Origines. Enquête sur la diversité des populations en France. Editions de l'Ined.


Urban sprawl czyli eksurbanizacja. (2019). Miejski Słownik NOM. Retrieved 2021, from https://nieolewamymiasta.pl/miejski-slownik-nom-urban-sprawl-czyli-eksurbanizacja/


Urząd M. St. Warszawa. (2020). Barometr Warszawski 2020. Miasto Stołeczne Warszawa. Retrieved 2021, from https://www.um.warszawa.pl/o-warszawie/warszawa-w-liczbach/2020


World Health Organization. (2019). Suicide. WHO Newsroom. Retrieved 2021, from https://www.who.int/news-room/fact-sheets/detail/suicide


World Health Organization. (2019). The WHO Special Initiative for Mental Health (2019-2023). who.int. Retrieved 2021, from https://apps.who.int/iris/bitstream/handle/10665/310981/WHO-MSD-19.1-eng.pdf?sequence=1&isAllowed=y


Wydawnictwo Academicon. (2020). Arystoteles: Szczęście jako działanie zgodne z rozumem i cnotą. filozofuj.eu. Retrieved 2021, from https://filozofuj.eu/wp-content/uploads/2019/10/sokrates-i-syreny-55-podrozy.pdf